Byłam odebrać zamówienie książkowe w Empiku. I na zakupach jedzenia kotusiowego w Kauflandzie i Rossmanie. A potem poszłam sobie półdzikim skrótem do OBI. Oficjalny powód to specjalna taśma-rzep do zabezpieczania siatkowego okien przed owadami. Bo bardzo, bardzo dają nocami popalić. Ale... Tak naprawdę to ssało mnie nieprzytomnie, żeby sprawdzić, czy zaczął się sezon cebulaczków..
Nie wiem co się stało, nagle przed oczami, po chwastowych spłowiałych barwach dzikiego skrótu pojawił się nachalnie kolor.
Tak intensywny, że oniemiałam. Więc srajtfon w dłoń i cykam. Proszsz:
Kolejność jest pomieszana. Nie wiem co zrobiłam źle. Ale łapiesz Czytaczu/Oglądaczu o co chodzi? Nisko stojące na niebie słońce zrobiło z OBI tropikalne akwarium, o nierealnych Codakowych lub Disneyowych kolorach. Jeszcze wydaje mi się, że było mocniej. Oczy bolały.
I łopian, rosnący przy przystanku.
A w autobusie do domu było tak. Czy mnie się zdaje, że nie ma już intensywności rafy koralowej? Została w OBI?
Matko jedynąca!!! Skąd ci ludzie jechali, że tacy poubierani?!!! Było jakieś zbiegowisko w kriokomorze, czy co?!!!
No i oczywiście na amen zapomniałam o taśmie. Ale sezon cebulkowy nieśmiało się zaczyna. R.R.







































































