Czytają

niedziela, 17 maja 2026

Notatka 569 obchód ksiegarni. Empik.

Nie wiem jak do ciężkiej zgryzoty mam zilustrować tego posta. Blogger widzi mi jako najnowsze nieliczne cykanki z dziesiątego maja. A mamy który? No właśnie. Kombinacje. Cykanki w album, wołamy album i wklejamy co jest. Ale tu też prosto nie ma, potrzebne czystki by zechciał taki albumik zobaczyć, na otwarcie czeka się  długo,  no i już wiem że może zawierać maksimum sześć cykanek. Jak więcej to kicha, jeśli taki albumik otworzy to widzi z niego pół zamieszczonych cykanek. A może go wcale nie otworzyć. Syzyf miał łatwo.


Post jest efektem wędrówek po rozmaitych księgarniach. Jednym antykwariacie, empiku, Dedalusie, Świecie książki, Ptasich sprawkach. Ominięte jak na razie księgarnia dla biegaczy, inne antykwariaty i punkty podobne Dedalusowi. 

Empik.


Pierwsza pozycja cykankowa to autor który mnie kiedyś zachwycił. Czym? Prostym bezpośrednim językiem, tym że nie robi za wszechwiedzący autorytet rozróżniając co wiemy na pewno, a co ma tylko postawioną hipotezę. Temat książki  nie był dla mnie nowy, ale przedstawiony tak, że ochy i achy się mi wyrywały, bo podłożone pod nos tezy zebrane łącznie wyjaśnialy więcej niż wszystkie przeczytane wcześniej pozycje. A parę ich było.  Tak odbierałam nowego dla mnie autora. Link.


No cóż, po przekartkowaniu i podczytaniu obszernych fragmentów  ("przepraszam panią, tu nie czytelnia") stwierdzam, że to się nie zmieniło, nadal prosto, może nawet za łopatologicznie dla co niektórych pisze. Dla mnie to zaletą, wolę prostotę wypowiedzi. Za krótka niestety była to lektura, ale i tak brewka mi podskoczyła w górę z tytułu zaskoczki. Więc książka pod obserwacją. Nie  kupię jej jednak, wypożyczę. Bo. Patrz komentarze do posta Czytaczu.

Ale pogoniona z racji podczytywania wcale sobie z Empiku nie poszłam. Nowa seria o zwierzakach. Taka bardziej dla tych świeżo zainteresowanych fauną, ale może być interesujaca, przyznaję. Otwarta książka o głupich robakach akurat na pająku bagniku, przeczytane o nim i zaczęłam się rozglądać czy nie ma tego więcej. Są. Najpierw ta o owadach. 






I tu jest wielka krzywda Czytaczu,  tekst po opublikowaniu posta robi się nieczytelny.
Ja na własnym srajtfonie przeczytam bez problemu, Ty Czytaczu już niekoniecznie.  Jeden robak znany, nieliczne domy go nie gościły, drugi to potencjalny młot na wędkarzy bo jego opis daje informację taką,  że kilkudniowy kac po wędkowaniu połączony z biegunką i wymiotami, to nie kac. To skutek ukąszenia przez bagnika. 


Potem ta o ptakach. 








Przegląd  poważny powyższej, i niestety, dziwa te książki opowiadają, ale po pierwsze wcale nie o wszystkich ptakach Polski, po drugie. Te przekręcania nazw, czy autor naprawdę musi? Jakby same nazwy ptaków nie były wystarczająco dziwne. Drozd ma taryfę ulgową, inne nie. Przy owadach zaakceptowałam manierę, przy ptakach zaczęło uwierać.
Brak mi przy ptakach jeszcze czegoś, na końcu nie ma porządnego indeksu, ciężko znaleźć poszukiwanego stwora. 
Ale  jest jeszcze taka.






Tu już zarzuty mimo wszystko większe. Opis  dzika, ten co go nie widzisz, to licentia poetica autora, popłynął.  Z tekstu wiesz drogą wysnuwania wniosków, że
- coraz cześciej goszczą w miastach,
- są wszystkożerne, 
- samce potrafią  byc ponad dwukrotnie cięższe od samic, oni 320 kg, one 140 kg. Tak może być. 
Wszystko powtórzone na prawej stronicy.
Tam ponadto informacja ze 
- długość ciała od 90 cm do 160 cm.
Że wiosną i wczesnym latem są warchlaki (czyli młode), że jesienią intensywnie żrą gromadząc na zimę warstwę tłuszczu. Najlepiej omijać zawsze,  a już na pewno w okresie wiosenno- wczesnoletnim, gdy w stadzie są warchlaki. Nie karmić, nie oswajać. 

Niedosyt Czytaczu. Ale patrząc obiektywnie, to jest książka zawierająca w sobie wiedzę o rybach, ptakach, gadach, ssakach z podziałem na środowiska, dla początkujących. 

Są  też domowe stworki. Czy ten opis ukochanych pasuje?








Ufff. Co mnie podkusiło!!!! No trudno, już tyle z mozołem, że szkoda rzucić, popcham dalej. 


Ogólnie to te książki tak ładne, że przyjemnie popatrzeć, potrzymać, poczytać w końcu. Uwierz Czytaczu, te teksty na plamach to autorski wymysł srajtfona i programu do obrobki cykanek. Musiałam wyostrzać w nieskończoność byś mógł poczytać na brudnym tle to co w książkach na śnieżnej bieli. Co do treści serii, to da się znieść manierę pisania, jest konsekwencją słowa "głupie" w tytułach. Dla początkujących w zwierzoznawstwie jak najbardziej polecam.

I jeszcze takie ładne.



Kamil Janicki pisał, co samo w sobie może być rekomendacją, wziąwszy pod uwagę jak i co mówi w necie. Przejrzałam tę o Słowianach, za krótko, ale może  dopadnę w bibliotece. Ważne że przegląd  nie wykrył śladu Księstwa czy Cesarstwa Wielkiej Lechii, to już cenne. Dobry język, czego należało się spodziewać.

Tu już gościu od "przepraszam panią, tu nie czytelnia" zaczął  robić numer rekini, krążąc obok mnie z denerwującą częstotliwością. 

Więc chodu. Nie lubimy rekinów. 
Ale jeszcze złośliwie zcykałam regały do przeglądu przy następnej wizycie. A co. 







Dlaczego takie akurat książki? Gdzie fantastyka, kryminał, obyczajówka? 

Tam gdzie zawsze. Wizyta w Empiku była spowodowana chęcią zakupu mądrego przewodnika po roślinach rodzimych, brak mi takiego. Owszem, mam potworne tomiszcza z tytułami np. "Rośliny naczyniowe Polski", ale one nieporęczne z racji rozmiarów zbliżonych do połówki bloczka ytong, wagi na pewno większej. 

Nie bylo jej na regale który powinien tę szukaną książeczkę zawierać. Misz-masz zniechęcający ten regał. Co prawda dziwa na nim, obok książek o robótkach, hodowli gołębia domowego i budowie kominka, takie np.





Za to ten obok, z Panem Harari na czele....
No i pooszło oglądanie. Gdyby nie rekini ekspedient, pewnie byłoby więcej o treści widzianych.  Może  jeszcze inny regał.

Wizyty w książkowych sklepach, bo strasznie, ale to strasznie już mnie ciągnie do kupna książek, wbrew finansowym nosorożcom. A tu jeszcze nie, jeszcze dłuuugo nie będzie to mądre,  więc sobie oglądam. Na zaś. 

Ale gdyby był poręczny i niedrogi przewodnik po roślinach... Mógłby być drukowany maczkiem, mam poręczną lupę.

Ufffff. Syzyf naprawdę miał prosto.
Nara Czytaczu.


2 komentarze:

  1. O ksiązce Nexus pisałam tutaj: https://sztukawpapilotach.blogspot.com/2025/12/ksiazki-na-tematy-rozne.html . Ja zdecydowanie jestem na nie, ale może autor się już wyprztykał z weny i w tej akurat książce nie wiedział co pisać, wiec mocno przynudzał. Nie znam jego wcześniejszych książek, więc nie mam porównania, ale po tej lekturze nie mam tez ochoty sięgać po inne jego dzieła. Janickiego też za bardzo nie znałam, ale przeczytałam jego Biografię Wawelu i jestem zachwycona (też jest o niej gdzieś na moim blogu), tego autora chętnie jeszcze poczytam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Moje czytanie było wyrywkowe. Harari nabił sobie u mnie punktów książkami dla dzieci, tłumaczącymi nas, nasz rozwój jako istot społecznych, pokazującymi mechanizmy kierujące jednostkami i ludzką masą. Prosto. Choćby to dlaczego tak trudno unikać łakoci. To seria dla dzieci, jej dopadłam.
    Jedna rzecz mnie zaniepokoiła przy przeglądzie tej pozycji, tylko jedna. Piszę to jeszcze nie czytając twoich postów, więc na razie one bez wpływu. Przez moment miałam uczucie że ta książka pisana też jest dla dziesięciolatka. Nie mówię tu o języku, tylko o treści.

    OdpowiedzUsuń