Chwila przed końcem dnia. Słoneczna. Ucichło wietrzysko.. Od wczesnego rana było szaleńcze kołowanie koronami drzew, napór wichru na szyby, wycie wręcz, ostry nalot drobnego deszczu tak lodowatego, że nie wiadomo do końca czy to jeszcze deszcz, czy może lodowe igiełki. Nieliczni ludzie zgięci w pół, zakutani, parli z wysiłkiem przez to wycie. W ostatnich porywach wścieklizny przykryło w momencie cienką warstwą bieli wychłostane poziomy. Białe już na jezdniach rozjeżdżone do szarości i czerni, łaciato na chodnikach i ludniej za oknami. Niedobry dzień, z wirówką w głowie, bijatykami futerek, ponurością zmasowaną. Oczywiście że coś próbowałam robić, nic nie wychodziło. A u niektórych jeszcze trzaskało piorunami.
Teraz godzina jasności i spokoju, jasność przemijająca jeszcze tak szybko, ale jest, pierwsza od kilku dni . Futra nagle letargiczne, co się udziela. Zalegają bardzo kusząco. Może już spokój.
Pisała R.R.
Ps. Sprowokowana cudami u Tabaazy, też pewnie pokażę nabytki i przybytki. Bo też popłynęłam. W następnym poście.
Dzisiaj blue monday - najbardziej depresyjny dzień w roku. Ale już minął, więc od jutra możesz zacząć trenować zaciesz :)
OdpowiedzUsuńAaaa, więc to dlatego!!! Nie powiem, pogoda się dostosowała 😀
OdpowiedzUsuńNiewiele więc straciłam, przesypiając dziś pół dnia. Nie mam siły ani ochoty na nic, mam nadzieję, że jutro będzie lepiej. Chętnie obejrzę Twoje łupy, pokaż , co upolowałaś :)
OdpowiedzUsuńJutro lub pojutrze pokażę😀. Poważnie pisałam o wirówce we łbie, musi minąć😀. Też bym chętnie ten dzień przespała, zazdroszczę, nie mogłam😀. Rano, w południe i po południu były bójki i gonitwy, na mnie i po mnie też, potem wyro zajęte tak, bym na pewno nie skorzystała. Więc snułam się chwiejnie ze strachem popatrując na szyby, wręcz wyginane przez wiatr. I na szalejące drzewo, mało brakowało by złożyło mi wizytę, wyrwane z korzeniami. Tak się zanosiło, dobrze że wietrzysko ucichło.
UsuńJa za to nie mogę zasnąć w nocy, snuję się więc po internetach... U mnie najbardziej duło w nocy, więc tylko świst słyszałam, nie widziałam gnących się drzew. Ale u mnie i tak było o wiele spokojniej, niż w okolicach Twoich, Tabaazy czy Klarki. Koty dają ci popalić ! Masz tylko kocury, jak rozumiem ? A są wysterylizowane ? Ja zawsze miałam pary czy trójki mieszane, zbójnictwem domowym zajmowały się tylko we wczesnej młodości, potem im przechodziło, takich akcji, jak u Ciebie, nie miałam- odpukać- nigdy :) Tylko że moje wychodzące, więc mają więcej atrakcji. Kiedyś miałam koty niewychodzące, ale mieszkały u mnie pojedynczo albo z piesem dla towarzystwa, więc też nie było dzikich harców (no, chyba że w wykonaniu piesa, który czasem postanawiał zapolować na przelatującą muchę ).
OdpowiedzUsuńTeż długo nie mogę zasnac w nocy. Ale właśnie skończyłam THE FALL i zeszło ze mnie powietrze.
UsuńAle serial dobry był!
Tak, mam wycięte kocury. One po prostu nie mają się gdzie wyszaleć i to nie są poważne bitwy i gonitwy. Prowodyrem oczywiście Jacuś, ale są momenty gdy rolę napastnika przejmują pojedynczo starsze. Nie ma ran i wrzasku, normalnie by gdzieś starsze się zamelinowały, ale tym razem Jacuś był sprytny i nie pozwolił, rozszalał towarzycho. I on jeszcze ma parę do harców, duzą.
UsuńZ seriali to męczę Poirot'a.
UsuńSkończyłam THE FALL. umarłam.
OdpowiedzUsuńJutro będę czytać i ogarniać wszystko.
Oregano wzięte. Naproxen też. Padam.
Dobrze.❤️ Padanie w wyro zalecane
UsuńUMARLAM Z PRZEJEDZENIA !!! ❤️❤️❤️❤️❤️
OdpowiedzUsuńTa sałatka jest genialna!!!!
OdpowiedzUsuń❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️
Cieszę się ❤️😀
UsuńMłody też zachwycony!!!! Mówi że teraz chce te sałatkę cały czas!!! 😆😆😆
OdpowiedzUsuńDla mnie wielką zaletą jest prostota wykonania, nie męczy. Nie wiem czy gdzieś pisałam, ale nie lubię stania nad garami. Gotować mogę, nawet lubię i nie mam z tym kłopotu, ale nie dla mnie sterczenie godzinami w kuchni😀
OdpowiedzUsuńNo to jak takich przepisów jest więcej to odpowiedni dział trzeba na blogu stworzyć 😆
UsuńJa gdzieś mam przepis na sałatkę czekaj to było tak
Takie kluski kokardki ugotowac,
Cały ser feta, brokuły i jajka się gotuje.
Ugotować jajka ile się lubi w sałatce, i brokuły też się gotuje.
W miskę ugotowane kluski, cała fetę wrzucić, jajka ugotowane pokrojone w kostkę wrzucić i dorzucic brokuła
To mieszasz i dodajesz pieprz jak się lubi i jest jedzonko zapychające na kilka dni
W lodówce się trzyma i co chwila miseczka idzie :D
Ech Kocurro😀. Po co dublować istniejące w wielkiej obfitości dobra? Net ich pełen, nawet w Pastelowym Kurniku jest zakładka z takimi dobrami. Kury powypisywały i smacznie i nie męcząco. Makaron jest podstawą wielu smaczności, tak, z brokułami robiłam 😀 Obierać go nie trzeba.
UsuńNo muszę tam przejrzeć te przepisy któregoś dnia. O Jezu chyba zaraz pójdę po miseczkę pewnego dobra.. 😆😆😆
UsuńE no, jaka salatka, podizdlcie się przepisem kolezanki.
UsuńŁadny kolor nieba Romanko. Nas atrakcje pogodowe ominęły, bluemondaja nie odczuliśmy, troche sie gorzej spi ,moze przez pelnię.Mam trzeciĄ noc z rzedu z niespokojnymi i dziwacznymi snami.
W ciuchlandach jakas dupanda,nic fajnego,buuuu.
Doruś, staroć z bloga. Składniki to makaron kokardki, dwie średnie cebule, suszone pomidory w oleju, dwie puszki tuńczyka w sosie własnym. Trochę ostrej przyprawy i ew. sól. Makaron gotujesz, w międzyczasie kroisz cebulę i pomidory, cebulę trzeba zeszklić na części oleju z pomidorów, dodać pomidory i tuńczyka, ma ciut pobulgotać. Mieszasz z odcedzonym makaronem, całość podgrzewasz i możesz jeść. Na zimno lub na ciepło. Jako ostre papryczki piri-piri lub co kto lubi. Niekonieczne, tak jak i sól. Daję bo wg. mnie lepsze.
UsuńA co do łowów, to przecież liczy się polowanie😀, nie może być zawsze udane, bo jaka nędzna byłaby radość z upolowanego cuda😀. Spokojnie, upolujesz i cuda.
UsuńDobre i nie ma upierdliwości garnczanej. Jak Twój łepek? Bo mój łeb po przedworajszo - wczorajszym powoli dochodzi do się. Bardzo powoli. Czy kotostwo u Cie tyż reagowało wzmożono aktywnościo? Bo moje szalały jak cholera!
UsuńKotostwo oczywiście bardzo się udzielało, szalały, a jakże. Nie wiem czy to czysta złośliwość, czy może próba podniesienia i wyrównania pańci ciśnienia. Ratunek znaczy. Nieskuteczny. Też powoli się poprawia, dziś nawet wyjdę po uszczelki, bo szczerze mówiąc to bałam się wychodzić i siedziałam w chałupie bardzo niemrawo.
UsuńŻarło, składniki u mnie w żelaznych zapasach zawsze. Nie powala skomplikowaniem, a da się szybko zrobić i zjeść.
Dzięki, to nie dla mnie w takim razie, zadnych tunczykow w salatkach i z makaronem ,nie,nie.
UsuńHe, he. Nie ma obowiązku.
UsuńNadal mój łeb cierpi na ciśnienie. Kurde no
OdpowiedzUsuńNo kurde😔😀😔. Prawda, jeszcze nie jest całkiem ok.
UsuńMnie zostala kapusta z robienia golabków, dokupilam kiszonej,ugotowalam makaron lazankowy i wlasnie zapiekam w piekarniku lazanki.
OdpowiedzUsuńNo widzisz, jednak makaron!. Zapewniam, że w podanym przepisie w pełni jadalny. 😔
OdpowiedzUsuńJasne, ze jadalny, ale na zimno, wiec nie przepadam.
UsuńNie Doruś, nie trzeba na zimno. To jest jadalne i na ciepło. Może być sałatką czemu nie, ale na ciepło też jadalne. Wolę ciepłe.
UsuńNawet drugi raz dziś był jadalny
OdpowiedzUsuńA u mła była zalewajka, konsekwencja zakupu doniczki. Na szczęście mła lubi bida zupki. ;-) Oczywiście Jaśnie Państwo kuszało miąso a potem rarytetne puszki, Małgoś się przymawiała że ładnie pachnie więc jutro za jej emerytalne kupujemy kuroka ( Małgoś rozumie kwestię doniczki ). ;-D
OdpowiedzUsuńMałgoś jest cudem! U mnie pewnie naleśniki 😀 ciasto stoi od dwóch dni ale entuzjazm do smażenia mi padł i były kupne pierogi
UsuńKupilam ja kiroka i siup do zamrazarki, zeby byl zapas, a J. co chwilę ,i upieczemy tego kurczaka... No i weź rob tu zapasy.
UsuńMusisz po tajniacku. Taki agent tajnego zaopatrzenia, tyle że to niekomfortowe, kasa i transport.😔
UsuńNajczesciej robię zakupy sama ,mam tzw.swoje sklepy i wiwm co moge tam kupic dobrej jakosci, wiec i tak zasuwam pieszo i dźwigam.
UsuńJakiś trening to jest, tak się można pocieszać 😔
UsuńNalesniki jutro,,mam twaróg, ale jeszcze trzeba mleko i makę, dzis zatem na zakupy.
OdpowiedzUsuńU mnie dziś też kupne pierogi. Nie skusiłam się na stanie przy patelniach.
OdpowiedzUsuń