czwartek, 16 marca 2023

Notatka 485 kamienne kosmosy

Niby teraz powinien być ciąg dalszy o skrytokrystalicznych i mieszanych, ale bez interludium dotyczącego najcenniejszego krzemowego klejnotu,  ten ciąg nie będzie miał wielkiego sensu. Musi być o kamiennych kosmosach, krzemowych a jakże. 


Do wszystkiego we mnie przemówił renesansowy zapis pewnego duchownego,  że ten  klejnot jest klejnotem złodziei, bo gdzie się pojawi, jego właściciel staje się niewidzialny nawet w świetle dziennym.. Tak ten kamień potrafi robić, to jest dopiero moc!! Furda kamienie chroniące od złego oka, dodające odwagi, zapewniające szczęście w miłości, dostatek czy otwierające wewnetrzne oko na duchy przodków lub czyszczące aurę. Pikusie to są, o bohaterze mówili i więcej i lepiej. Mało tego, można poczytac jak znalazca ślicznego egzemplarza twierdzi, że znaleziony jest darem od Najwyższego, a ogladająca znalezisko jubiler wyznaje że miała ochotę płakać. Prawdopodobnie dlatego, że cudo nie jej.

O żadnym innym klejnocie nie ma tylu opowieści, nie zawsze milusich. Znany od starożytności na sporym obszarze Ziemi, i czegóż to on miał nie leczyć i jak nie działać!!!! Uniwersalne panaceum, kamień mocy. Samo dobro, do pewnego czasu. Potem się posypały opowieści niemiłe, ta o klejnocie złodziei jest z szesnastego wieku.  Że przynosi pecha,  że po nagłej śmierci właściciela matowieje. Część  była rozpuszczana specjalnie, dla wyniszczenia konkurencyjnych miejsc wydobycia, część z purytańskiej niechęci do tak feerycznego wyglądu (rzeka iluzji, rajski kamień,  kamień koliber - lokalne pozaeuropejskie nazwy) i ogromnych kwot za które je nabywano. Tak naprawdę, to jest coś z prawdy w określeniu "Klejnot złodziei". Napoleon sprezentował Józefinie rąbniety gdzieś, spory, ponad trzystukaratowy, czarny.  Miał nazwę "spalenie Troi".  Przez sto lat spoczywał w spokoju w jakimś zaciszu, po czym przed pierwszą wojną światową został zakupiony przez miasto Wiedeń za kwotę 50 000 dolarów. W czasie trwania drugiej wojny światowej ponownie został rąbniety. Nigdy nie został dobrze namalowany czy sfotografowany, to znaczy jest jeden obraz z Józefiną, widać że okaz w kształcie zbliżony do kwadratu z zaokrąglonymi rogami, w grubej klejnotowej oprawie i błyszczy, w związku z czym nie wiemy jak dokładnie wyglądał/wygląda. W naszyjniku był jedyny, żadnych wisiorków, ale to przecież też mogło ulec zmianie. Może się już objawił u "prawdziwego właściciela"? 

Niezależnie od wszystkich wygadywanych nań paskudztw, nadal osiąga straszliwe ceny i nadal jest przedmiotem pożądania. Jego poszukiwania potrafią być grupowo gorączkowe, poszukiwacze nie raz z jego powodu dosłownie się zabijali. Opowieści o losach tych wyjątkowych okazów spokojnie można zaliczyć do sensacyjno-przygodowo-kryminalnych. Z dużą dawką grozy czasami.

Mowa o opalu. Kamień o ogromnej liczbie nazw, ta przez nas używana może mieć źródłosłów o znaczeniu "klejnot" ("upala" -sanskryt) lub "widzieć zmianę" (greckie "opallios"). Trafne oba źródła nazwy, te inne używane poza Europą też. 

Opale tak naprawdę to one są majonezem, koloidem  z SiO2 i wody, już stwardniałym, ale nie osiągajacym twardości krystalicznego kwarcu.  Zamiast osiąganej kwarcowej twardości  7 w skali Mohsa opal ma twardość 5-6,5.  

SiO2 x nH2O

Zawsze zawierają wodę, od trzech procent do dziesięciu, ale są też takie które tej wody mają dwadzieścia oraz takie co mają nawet trzydzieści procent - te ostatnie stosownie do składu zwane są opalami wodnymi.  Jak powstaje taki krzemienny majonez? Z powodu działania wody, a ta jako rozpuszczalnik może powolny, ale zawsze długoterminowo skuteczny, rozpuszcza skupiska kwarcu i te pochodzenia mineralnego i te drobne z organizmów kiedyś żywych. I jak to z materiałem trudno rozpuszczalnym jest, tworzą się cząstki z twardym nie rozpuszczonym jądrem, w otoczce już rozpuszczonej. Tak zwane sferoidy. Z takiego majonezu może się krystalizować ponownie skrytokrystaliczna forma krzemionki, czyli chalcedon. Nieszlachetny opal, to nic rzadkiego, pospolitość, występuje i u nas, w Szklarch np.. Mleczny. Śliczny. Ze słabą poświatą biało-błękitnawą. Ale nieszlachetny, bo taka poświata zwana opalescencją niczym niezwykłym, to norma dla wszystkich opali, żeby opal był uznany za szlachetny musi u niego występować efekt opalizacji

Opalizacja efekt optyczny występujący w opalach szlachetnych (ale nie tylko w opalach) i charakteryzujacy się grą barw w postaci kolorowych wzorów plam, które zmieniają się w zależności od kąta obserwacji. To ten efekt decyduje o szlachetności opali. 

Oba zjawiska występują dlatego, że mimo iż opal jest koloidem, czyli luźną strukturą, to jego składowe sferoidy mimo wszystko się układają w jakim takim porządku. Płaszczyznami, które rozbijają światło dając efekt opalescencji zawsze, opalizacji gdy występują w  strukturze gęsto upakowane bloki sferoidów.  Ogólnie to prawie uporządkowanie cząstek sferoidów występuje w trzech wariantach, dwa z nich dają efekty optyczne, o trzecim literatura milczy.  Prywatnie to uważam, że to ten trzeci porządek  jest najpospolitszy i odpowiada za tworzenie zwykłych chalcedonów, bez poświaty i błysków.

Sam opalowy koloid oprócz tych własnych strukturalnych pryzmatów może mieć jeszcze inkluzje pochodzenia rozmaitego, płynne z np. drobinek ropy naftowej lub stałe z czegoś co roztwór krzemionki zalał przed stwardnieniem. Może mieć też szczeliny zawierające wodę, pęcherzyki powietrza, i być w właściwie każdym z kolorów występujących na ziemi. Dość często jest zupełnie przejrzysty, co wygląda jak zestalona woda. Bywa, że sam kolor krzemionkowego majonezu, bez opalescencji, jest wstrząsający. Jak tu.


Ale i tak, mimo kolorku wątpię czy połamaniec zostałby zaliczony do opali szlachetnych. A może? Może gdzieś w głębi ma cekinowe plamy?

YouTube pełen filmików o opalach, głównie takich, gdzie znaleziony "pospoliciak" jest obierany z niepozornej, beżowo rdzawej lub szarobeżowej  otoczki. Dla mnie nudnawe, co innego by było gdybym sama odkrywała ich ukryte piękno. Ale same obrane opale, ach. 

Obrazkami rzucam. 

One w różnych odmianach, klasyfikacja skomplikowana, obejmująca kolor podstawowy tła, rodzaj wzoru, układ. W Wiki dostępne, jeśli kto ciekawy to doczyta.





















Kosmosy to są, jakże właściwe wszystkie nazwy. Fotografie jednak mają się nijak do realu, nawet filmiki też całego uroku nie pokazują, w tym rzecz, że one zmienne nie tylko w zależności od ruchu kamienia, ale i od rodzaju światła.  Tym razem ostrzegam, będzie uzupełnienie - o ile uda mi się odnaleźć zaginione w dżungli netu kiedyś oglądane filmiki, w tym chętnie ten, gdzie jubiler przyznaje się do chęci płaczu. 

Szczerze? Obejrzeć mogę, nawet z dużym zachwytem, ale nie pożądam. Widziane na żywca drobinki owszem, prześliczne, ale mieć nie muszę. Mamy czasy gdzie holograficzne naklejki pospolite, tęczowe błyski na krążkach cd. Brokaty. Świateł tyle i tak różnych w kolorze jak nigdy dotąd w historii nie było. Neony. Lampy stroboskopowe. Kino.  Więc to, co dla człeka przed erą elektryczności było cudną bajką, dla mnie już nie aż tak cudne. Mnie by zachwycił i zadowolił ten teoretycznie nieszlachetny, z filmiku o przełamanym kamiennym toście. 

Najbardziej z szlachetnych podobają mi się etiopskie, połyskujące głównie złoto, z niezbyt wielką opalescencją. Mniej cenione, sprzedawane nawet w sznurach. Bardziej ludzkie. 



I tu odnośnie sprzedaży. Bardzo często w handlu pojawia się nazwa "opalit". Ładne, nawet bardzo ładne kamyczki, na ogół białe, z poświatą właściwą opalom nieszlachetnym, zwykłym. Anglicy wymyślili że zwykły opal bez szlacheckich papierów będzie nosił taką nazwę. Tylko że to jest szkło. Ponieważ niezwykle szybko okazało się, że łatwo jest wytwarzać szkło z poświatą, o ileż łatwiej niż obrabiać opal. Oszustwo zrobiło się totalne, i obecnie nazwa "opalit" dotyczy szkła. Zwykły opal to po prostu opal, czasem w zestawie ze słowem "zwyczajny", "pospolity" lub "nieszlachetny". 

Pisała R.R, uprzedzam powtórnie że mogą dojść filmiki. Jak je odnajdę. Ten z płaczącą nad okazem jubiler pod linkiem, nie umiem inaczej. To mocno okrojona wersja kiedyś oglądanego. 


Niebieski z Australii, a tu wodny z Etiopii.


Poniżej zajumańce z twarzoka Amazing geologist. Nie mają bohaterowie podanego miejsca powstania i znalezienia, rodzaje rozmaite. Najistotniejszą informacją, do tej pory mi nieznaną jest podanie jak dawno mogły powstać opale. Otóż stareńkie bywają. Jeden z okazów obchodził któreś ponad 225 000 000 urodziny. Gratulacje!!!! I jak do takiego wieku ma się nasze ludzkie życzenie stu lat?





I ostatni filmik. Na wszystkich pozostałych widzimy nieskomplikowane bryłki zastygłego koloidu. Ale może być inaczej. Bardzo inaczej. Tak jak tu. 






14 komentarzy:

  1. No ten niebieski z zielonkawym cudny. Ale też nie muszę mieć. Pooglądać mi wystarczy 🤣❤️💠

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz że po napisaniu posta znalazłam typ opalu który chętnie bym przytuliła? Tak naprawdę chętnie i do serca? Oczywiście to żaden z pokazanych, wcale nie najdroższy, a powiedziałabym że to jest dopiero opal!

      Usuń
  2. Rzeczywiście wyglądają trochę jak przejście do innego świata, ale to również nie moja bajka. Nie wiedziałam, że tyle wokół nich narosło opowieści.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mrowie opowieści. Nazwa "rzeka iluzji" w tym wypadku idealna. Legendy o pochodzeniu, przypisywane właściwości, gorączka opalowa poszukiwaczy, złodziejstwa i morderstwa, powieść gdzie był zwiastunem nieszczęścia, potępienia i zachwyty, ogromne ceny, oszustwa w końcu. Takie mini kino.

      Usuń
  3. A mła kocha opale, wszystkie. Boulder opal, czyli te w matrixie, szlifowane, oprawione - wszystkie. Arlekiny i takie ledwie opalizujące, czarne, różowe, ciemne, jasne, ogniste. Rzadko noszę "poważną" biżuterię ale jak już cóś tam wkładam to albo opale , albo "morszczyznę". :-D. Dzięki za wpis. :-D

    OdpowiedzUsuń
  4. Przecież można je kochać, kobieta ma prawo wyjść poza wzorzec prostych upodobań (róże, diamenty i złoto).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He, he, he, irysy i kaktusy, opale i morszczyzna, srebło i miedź. Upodobania półproste.

      Usuń
    2. Ooo nie. Żadne półproste, to całkowite wyjście za schemacik, ani jedna pozycja z niego nie ulubiona🤣🤣🤣🤣. U mnie ze schematu to róże, ale to upodobanie bez wzajemności. Może róże też mają schemacik i ja się w nim nie mieszczę.

      Usuń
    3. Co to morszczyzna? Koral, perła czy co jeszcze?
      Agniecha nie przepada za opalami aż tak bardzo, docenia ich dyskretny ( tych co ma ) urok, ale ogólnie woli zieleń. Taki prazjolit na przykład, czy cytryn w odcieniu zielonkawym...

      Usuń
    4. Pasmo morszczynu za uchem😊. Coś z zieleni w sobie ma😊. A poważnie, to podejrzewam że chodzi o cenności znajdowane w morzu, czyli bursztyn, koral, perła.

      Usuń
    5. He, z krabikiem i meduzą jako brylantem.

      Usuń
  5. Dzięki za tę notatkę opalową! ja uwielbiam opale za ich magiczny wygląd. Mam jednego w pierścionku i go uwielbiam.
    A te etiopskie to odlot...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, odlot z etiopskimi. zupełnie nie rozumiem dlaczego to czarne, wśród etiopskich rzadkie, są najcenniejszymi. Prawda, na czerni lepiej widać to cudowne kino, ale etiopskie "kino" i bez wyrazistego tełka piękne. Uwielbieniu dla posiadanego okazu też się nie dziwię 😊

      Usuń